Jak rozmawiać z chłopcem o emocjach, żeby nie wychować mężczyzny, który boi się czuć?
- Joanna * I hear YOU*

- 13 sie
- 8 minut(y) czytania

Mówimy, że mężczyźni nie potrafią rozmawiać o emocjach. Że podczas trudnej rozmowy zamykają się, wycofują albo odpowiadają „nic mi nie jest”, chociaż napięcie ich ciała mówi coś zupełnie innego. Partnerka próbuje dowiedzieć się, co się wydarzyło, pyta, co czują, chce zrozumieć, dlaczego nagle pojawił się dystans, a po drugiej stronie spotyka ciszę. Łatwo wtedy dojść do wniosku, że mężczyzna nie chce rozmawiać, nie potrzebuje emocjonalnej bliskości albo zwyczajnie nie zależy mu na tym, żeby zostać z drugim człowiekiem w trudnym momencie. Znacznie rzadziej zastanawiamy się jednak nad tym, skąd właściwie dorosły mężczyzna ma umieć mówić o swoim wewnętrznym świecie, jeśli przez dużą część dzieciństwa dostawał zupełnie odwrotny komunikat.
Bo zanim pojawił się dorosły mężczyzna, który nie potrafi powiedzieć „jest mi smutno”, „przestraszyłem się”, „zabolało mnie to” albo „potrzebuję cię”, był chłopiec. Chłopiec, który płakał, kiedy coś go bolało, szukał bliskości, kiedy się bał, przeżywał odrzucenie przez kolegów, wstydził się, tęsknił, złościł i potrzebował pocieszenia. Jego emocjonalność nie była jeszcze „męska” ani „niemęska”. Była po prostu ludzką reakcją rozwijającego się organizmu. Dopiero z czasem zaczął obserwować, co dzieje się wokół niego, kiedy tę emocjonalność pokazuje, i na podstawie tych doświadczeń budować własne zasady dotyczące tego, co wolno czuć, co można pokazać, a co bezpieczniej zachować dla siebie.
Dlatego rozmowa z chłopcem o emocjach jest czymś znacznie większym niż nauczeniem dziecka nazw kilku uczuć. W takich rozmowach stopniowo powstaje jego relacja z własnym wewnętrznym światem. Uczy się rozpoznawać sygnały płynące z ciała, łączyć je z emocjami, nadawać znaczenie temu, czego doświadcza, a przede wszystkim odkrywać, czy ze swoim strachem, smutkiem, bezradnością albo wstydem może nadal pozostawać w bezpiecznej relacji z drugim człowiekiem. To właśnie dlatego odpowiedź, jaką dzisiaj otrzymuje płaczący ośmiolatek, może mieć znaczenie wiele lat później, kiedy jako dorosły mężczyzna usłyszy od kogoś bliskiego pozornie proste pytanie: „Co teraz czujesz?”
Chłopiec nie rodzi się z przekonaniem, że emocje są słabością
Małe dziecko nie wie, że płacz może zostać uznany za niemęski, strach za tchórzostwo, a potrzeba pocieszenia za brak samodzielności. Zanim nauczy się rozumieć swoje emocje, po prostu doświadcza ich w ciele. Strach może oznaczać przyspieszone bicie serca, napięcie mięśni i silną potrzebę znalezienia się blisko bezpiecznej osoby. Smutek może pojawiać się jako płacz, ciężkość i wycofanie, a złość jako gwałtowna mobilizacja całego organizmu. Dopiero później dziecko zaczyna nadawać tym doświadczeniom znaczenie, a ogromny udział mają w tym reakcje ludzi, którzy są wokół niego.
Jeżeli chłopiec przewraca się, zaczyna płakać i słyszy „no już, przecież nic się nie stało”, dorosły najprawdopodobniej próbuje go uspokoić. Jeżeli boi się czegoś i słyszy „jesteś dużym chłopcem, nie ma się czego bać”, intencją również może być dodanie mu odwagi. Jeżeli po odrzuceniu przez kolegów słyszy „nie przejmuj się tak wszystkim”, rodzic może po prostu chcieć zmniejszyć jego cierpienie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy podobny sposób reagowania staje się stałym wzorcem i dziecko wielokrotnie doświadcza, że jego trudne emocje są czymś, co należy szybko zatrzymać, pomniejszyć albo schować.
Chłopiec nie musi wtedy świadomie pomyśleć: „od dzisiaj nie będę pokazywał smutku”. Dzieci uczą się takich rzeczy znacznie subtelniej. Obserwują twarz dorosłego, ton jego głosu, zmianę atmosfery, żart kolegów, zniecierpliwienie ojca czy zakłopotanie matki. Stopniowo zauważają, które zachowania przynoszą akceptację, a które powodują dyskomfort otoczenia. Jeżeli więc pewne emocje wielokrotnie spotykają się z zawstydzeniem, bagatelizowaniem albo wycofaniem drugiej osoby, dziecko może zacząć ograniczać ich ekspresję. Nie dlatego, że przestaje je odczuwać, ale dlatego, że uczy się, iż bezpieczniej jest ich nie pokazywać.
Układ nerwowy chłopca uczy się emocji w relacji
Zdolność regulowania emocji nie pojawia się nagle w określonym wieku. Rozwija się stopniowo, między innymi poprzez tysiące doświadczeń, w których dziecko przeżywa pobudzenie, a ktoś pomaga mu przez nie przejść. Kiedy chłopiec doświadcza silnego lęku, smutku czy frustracji i obok znajduje się dorosły, który potrafi zachować względny spokój, nazwać to, co się dzieje, i nie zawstydzić dziecka za jego reakcję, powstaje ważne doświadczenie: mogę czuć coś bardzo intensywnego i nadal być bezpieczny. Emocja może narastać, osiągnąć swoją intensywność, a później stopniowo opaść. Nie trzeba jej natychmiast usuwać ani odcinać się od niej, żeby odzyskać równowagę.
To dlatego samo mówienie dziecku, że „wszystkie emocje są ważne”, nie wystarcza. Chłopiec znacznie więcej dowie się o emocjach w chwili, kiedy naprawdę zacznie płakać, niż podczas rozmowy prowadzonej wtedy, gdy wszyscy są spokojni. Jeśli jego płacz natychmiast uruchamia w dorosłym napięcie i potrzebę uciszenia go, właśnie tę reakcję będzie obserwował. Jeśli może powiedzieć, że się boi, a odpowiedzią nie jest wyśmianie ani przekonywanie, że jego lęk jest głupi, dostaje inne doświadczenie. Uczy się, że strach można zauważyć, nazwać i przeżyć, nie tracąc przy tym akceptacji ważnej osoby.
Właśnie tutaj zaczyna się coś, co będzie miało znaczenie także w dorosłości. Człowiek, który przez lata miał możliwość zauważania i nazywania własnych stanów, ma większą szansę rozpoznawać je później, kiedy sytuacja staje się trudna. Natomiast chłopiec, który przede wszystkim ćwiczył ukrywanie tego, co czuje, może wejść w dorosłość bardzo sprawny w tłumieniu ekspresji, ale znacznie mniej sprawny w rozumieniu tego, co właściwie dzieje się w jego wnętrzu.
Kiedy „nic mi nie jest” naprawdę oznacza „nie wiem, co się ze mną dzieje”
W dorosłym życiu może wyglądać to zupełnie inaczej niż w dzieciństwie. Nie ma już płaczącego chłopca i dorosłego mówiącego mu, żeby był dzielny. Jest mężczyzna siedzący naprzeciwko partnerki, która widzi jego napięcie i pyta: „Co się z tobą dzieje?”. On odpowiada: „Nic”, choć szczęka jest zaciśnięta, oddech płytszy, w brzuchu pojawia się ścisk, a całe ciało podpowiada mu, żeby przerwać rozmowę i wyjść z pokoju.
Nie zawsze oznacza to, że nie chce powiedzieć prawdy. Człowiek może naprawdę nie mieć łatwego dostępu do słów opisujących własne doświadczenie. Jeżeli przez wiele lat nie rozwijał języka emocji, ale za to doskonale nauczył się ignorować sygnały słabości, w dorosłości znacznie łatwiej może rozpoznać ogólne napięcie albo złość niż znajdujące się pod nimi rozczarowanie, strach, wstyd czy poczucie odrzucenia. Ciało reaguje, emocja istnieje, ale przełożenie tego doświadczenia na zdanie „zrobiło mi się przykro, bo poczułem się dla ciebie nieważny” wymaga umiejętności, która nie powstaje automatycznie tylko dlatego, że człowiek skończył osiemnaście lat.
Szczególne miejsce może zajmować tutaj złość, ponieważ w tradycyjnym wychowaniu chłopców bywa ona znacznie bardziej akceptowana niż bezradność, lęk czy smutek. Chłopiec może więc nauczyć się, że może być wściekły, ale nie powinien być przestraszony; może walczyć, ale nie wypada mu powiedzieć, że został zraniony. W dorosłości złość może przez to stać się najbardziej dostępnym sposobem wyrażania znacznie bardziej złożonego doświadczenia. Nie chodzi o usprawiedliwianie agresji ani zdejmowanie z kogokolwiek odpowiedzialności za zachowanie. Chodzi o zrozumienie, że pod widoczną reakcją może znajdować się więcej niż jedna emocja, a umiejętność ich rozróżniania daje człowiekowi większą możliwość wyboru tego, co zrobi dalej.
Jak więc rozmawiać z chłopcem o emocjach?
Najważniejsze rozmowy o emocjach rzadko wyglądają jak poważna rozmowa przy stole. Odbywają się w samochodzie po przegranym meczu, w kuchni po powrocie ze szkoły, przed snem, kiedy nagle pojawia się temat kolegi, który powiedział coś przykrego, albo wtedy, kiedy chłopiec trzaska drzwiami i krzyczy, że wszystkich nienawidzi. To właśnie w takich zwyczajnych sytuacjach dorosły może pomóc mu połączyć to, co wydarzyło się na zewnątrz, z tym, co wydarzyło się w jego ciele i emocjach.
Zamiast automatycznie mówić „nie przejmuj się”, warto najpierw spróbować zobaczyć jego doświadczenie: „Widzę, że naprawdę cię to zabolało”. Zamiast przekonywać „nie ma się czego bać”, można powiedzieć: „Widzę, że się boisz. Chcesz mi powiedzieć, czego najbardziej?”. Kiedy jest zły, zamiast natychmiast uciszać samą emocję, można pomóc mu oddzielić ją od zachowania: „Możesz być na mnie wściekły, ale nie możesz mnie uderzyć”. W ten sposób dziecko otrzymuje jednocześnie dwie niezwykle ważne informacje: jego wewnętrzne doświadczenie jest dopuszczalne, ale nadal ponosi odpowiedzialność za to, co z nim zrobi.
Pomocne jest również pytanie, czego chłopiec w danym momencie potrzebuje. Dorośli mają naturalną tendencję do naprawiania problemów, dlatego kiedy dziecko opowiada o konflikcie, szybko zaczynamy podsuwać rozwiązania. Tymczasem można zapytać: „Chcesz, żebym pomogła ci wymyślić, co zrobić, czy wolisz, żebym cię teraz tylko posłuchała?”. Takie pytanie nie tylko daje dziecku poczucie wpływu, ale również uczy rozpoznawania własnych potrzeb. W przyszłości może dzięki temu łatwiej powiedzieć drugiemu człowiekowi: „Nie potrzebuję teraz rady, potrzebuję, żebyś chwilę ze mną pobyła”.
Jednocześnie rozmowa o emocjach nie powinna zamieniać się w obowiązek emocjonalnego zwierzania się rodzicowi. Chłopiec ma prawo nie być gotowy, nie wiedzieć, co czuje, albo potrzebować czasu. Niektórym dzieciom łatwiej rozmawia się podczas wspólnego spaceru czy jazdy samochodem niż podczas bezpośredniej rozmowy twarzą w twarz. Inne wrócą do tematu dopiero po kilku godzinach. Celem nie jest wydobycie z dziecka jak największej liczby informacji, ale stworzenie takiej relacji, w której wie, że kiedy będzie chciało powiedzieć „jest mi trudno”, po drugiej stronie znajdzie się ktoś, kto potrafi to usłyszeć.
Pozwolić czuć nie oznacza wychowywać bez granic
Rozmowa o emocjach chłopców bywa mylona z wychowaniem, w którym dziecko ma być chronione przed każdym dyskomfortem. Tymczasem są to dwie zupełnie różne rzeczy. Można uznać strach dziecka i jednocześnie zachęcić je do podjęcia wyzwania. Można zobaczyć jego rozczarowanie, nie rozwiązując za niego problemu. Można pozwolić mu być wściekłym i jednocześnie jasno powiedzieć, że złość nie daje prawa do obrażania, niszczenia czy krzywdzenia innych ludzi.
Właśnie na tym polega rozwijanie regulacji emocjonalnej. Nie na usuwaniu trudnych emocji i nie na podporządkowywaniu im całego otoczenia, lecz na stopniowym uczeniu dziecka, że może doświadczać bardzo silnego stanu i nadal decydować o swoim zachowaniu. Chłopiec nie musi więc wybierać pomiędzy wrażliwością a odpornością. Możemy wychowywać człowieka, który potrafi powiedzieć „boję się” i mimo strachu zrobić coś trudnego; który potrafi przyznać „zabolało mnie to”, ale nie używa własnego bólu jako usprawiedliwienia dla krzywdzenia innych; który potrafi poprosić o pomoc, ale rozwija również samodzielność.
Być może właśnie tutaj najbardziej potrzebujemy zmienić nasze myślenie o sile. Siła nie musi oznaczać niewzruszoności. Dorosły mężczyzna będzie potrzebował odporności na frustrację, umiejętności działania pod presją i zdolności podejmowania odpowiedzialności, ale będzie potrzebował również bliskości, rozpoznawania własnych granic, przeżywania straty, komunikowania potrzeb i pozostawania w trudnej rozmowie. Odcięcie od emocji może wyglądać jak siła wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze. Znacznie gorzej sprawdza się wtedy, kiedy trzeba zbudować bezpieczną, bliską relację z drugim człowiekiem.
Pewnego dnia ten chłopiec będzie dorosłym mężczyzną
Właśnie dlatego rozmowa z chłopcem o emocjach nie jest wyłącznie rozmową o jego dzieciństwie. Pewnego dnia zakocha się, ktoś może go odrzucić, ktoś go zrani, będzie musiał przeżyć stratę, przyznać się do błędu, przeprosić, postawić granicę albo zostać przy bliskiej osobie w sytuacji, której nie da się naprawić. Być może sam zostanie ojcem i któregoś dnia stanie przed płaczącym synem, nie wiedząc, co właściwie powinien zrobić z jego łzami.
W takich momentach przydadzą mu się nie tylko samodzielność, zaradność czy umiejętność zaciskania zębów. Przyda mu się język, dzięki któremu będzie potrafił powiedzieć: „zabolało mnie to”, zamiast karać drugiego człowieka milczeniem; „potrzebuję chwili, żeby się uspokoić”, zamiast znikać bez słowa; „boję się, że cię stracę”, zamiast próbować odzyskać poczucie bezpieczeństwa poprzez kontrolowanie partnerki. To nie oznacza, że sposób wychowania determinuje całe późniejsze życie ani że za zachowanie dorosłego mężczyzny odpowiadają jego rodzice. Dorosłość oznacza odpowiedzialność za własne zachowanie. Dzieciństwo może jednak wyposażyć człowieka w pewne narzędzia albo sprawić, że będzie musiał nauczyć się ich znacznie później.
I chyba właśnie dlatego warto patrzeć na małego chłopca trochę dalej niż tylko przez pryzmat tego, jak zachowuje się dzisiaj. Kiedy płacze po przegranym meczu, nie musimy natychmiast robić z niego „twardego faceta”. Kiedy czegoś się boi, nie musimy odbierać mu strachu, żeby nauczyć go odwagi. Kiedy jest zraniony, nie musimy przekonywać go, że nic się nie stało. Możemy pomóc mu odkrywać, że emocja jest informacją o tym, co dzieje się w jego wnętrzu, a nie dowodem słabości czy czymś, czego powinien się wstydzić.
Być może za kilkanaście lat nie będzie pamiętał żadnego konkretnego zdania, które wtedy usłyszał. Może jednak pozostać w nim doświadczenie, że kiedy było mu trudno, nie musiał udawać, że wszystko jest w porządku. Że wolno mu było przyjść ze strachem, rozczarowaniem i łzami, a jednocześnie uczono go odpowiedzialności za własne zachowanie. Że nie musiał wybierać pomiędzy siłą a wrażliwością, ponieważ jedno nie wykluczało drugiego.
I być może któregoś dnia ktoś, kogo kocha, zapyta go: „Co się z tobą dzieje?”. A on nie będzie musiał automatycznie odpowiadać „nic”. Będzie potrafił zatrzymać się przy tym, co dzieje się w jego ciele, spróbować to rozpoznać i powiedzieć: „Nie wiem jeszcze dokładnie, ale coś jest. Daj mi chwilę, chcę o tym porozmawiać”.
Bo celem rozmowy z chłopcem o emocjach nie jest wychowanie mężczyzny, który będzie bez końca mówił o swoich uczuciach. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: żeby wychować mężczyznę, który nie musi odcinać się od części siebie tylko po to, żeby nadal czuć się mężczyzną.
Przeczytaj również
Jeśli chcesz pogłębić temat męskiego układu nerwowego, przeczytaj również: „Co trauma robi z męskim układem nerwowym?”
O pracy z emocjami i męskością przeczytasz również tutaj: „Zdrowienie nie odbiera męskości. Pozwala odzyskać siebie.”




Komentarze