top of page

Pomijanie wstydu jako rdzenia traumy

Zaktualizowano: 8 sie


Wstyd, którego nie widać


Kiedy mówi się o traumie, uwaga najczęściej kieruje się na objawy, które łatwo zauważyć: lęk, nadmierną czujność, trudności w relacjach, bezsenność, wybuchy złości czy odrętwienie emocjonalne. To właśnie one skłaniają wiele osób do szukania pomocy, ponieważ utrudniają codzienne funkcjonowanie i są źródłem realnego cierpienia.

Znacznie rzadziej mówi się o wstydzie, który u części osób znajduje się pod tymi doświadczeniami niczym niewidoczny fundament. Nie każda trauma ma ten sam rdzeń, jednak przewlekły wstyd może silnie wpływać na sposób, w jaki człowiek rozumie siebie i swoją historię.

Nie chodzi o zwykły wstyd związany z popełnieniem błędu czy niezręczną sytuacją. Mowa o głębokim poczuciu, że coś jest nie tak nie z tym, co człowiek zrobił, lecz z tym, kim jest. To doświadczenie nie brzmi: „popełniłam lub popełniłem błąd”, ale raczej: „jestem błędem”.

Dlatego wiele osób przez lata pracuje nad objawami, uczy się regulacji emocji, budowania granic i rozpoznawania wyzwalaczy, a mimo to nadal nosi w sobie trudne do uchwycenia przekonanie o własnej niewystarczalności. Wstyd może ukrywać się pod perfekcjonizmem, nadmierną odpowiedzialnością, potrzebą udowadniania swojej wartości, lękiem przed oceną albo przekonaniem, że na miłość trzeba zasłużyć.


Jak dziecko zaczyna wierzyć, że jest problemem


Źródła takiego wstydu często sięgają dzieciństwa. Dziecko nie przychodzi na świat z przekonaniem, że jest niewystarczające. Takie przekonania mogą rozwijać się w relacjach, gdy środowisko, które powinno dawać bezpieczeństwo, staje się źródłem odrzucenia, chaosu, krzywdy lub emocjonalnej niedostępności.

Małe dziecko nie potrafi pomyśleć: „moi opiekunowie mają własne nierozwiązane problemy” albo „to nie jest moja odpowiedzialność”. Jest zależne od dorosłych, dlatego bywa bardziej skłonne uwierzyć we własną wadliwość niż dopuścić myśl, że osoby, od których zależy, nie potrafią zapewnić mu bezpieczeństwa. Tak mogą powstawać przekonania: „jestem za bardzo”, „jestem nieważna”, „jestem trudny”, „nie zasługuję na miłość”.

Z czasem te zdania nie muszą już pojawiać się jako świadome myśli. Stają się filtrem, przez który człowiek interpretuje doświadczenia. Komplement zostaje umniejszony, sukces wydaje się przypadkiem, krytyka urasta do rozmiarów katastrofy, a bliskość wywołuje lęk, że druga osoba w końcu „odkryje prawdę” i odejdzie.


Strategie przetrwania nie są dowodem wadliwości


Wiele osób po traumie traktuje swoje reakcje ochronne jak dowód własnego zepsucia. Nadmierna czujność wydaje się przesadą, wycofanie — słabością, perfekcjonizm — osobistą porażką, a trudność w zaufaniu — dowodem trwałego uszkodzenia.

Tymczasem te reakcje mogły kiedyś pomagać przetrwać: czujność pozwalała wcześniej zauważać zagrożenie, wycofanie zmniejszało ryzyko kolejnego zranienia, perfekcjonizm chronił przed krytyką, uległość pomagała zachować relację, a zamrożenie pojawiało się wtedy, gdy walka lub ucieczka nie były możliwe. To nie znaczy, że dziś nadal służą, ale ich obecność nie świadczy o wadliwości człowieka.

Jedną z bolesnych konsekwencji traumy jest zatarcie tej różnicy. Człowiek widzi swoje trudności, lecz nie zauważa, jak bardzo próbował się chronić. Zrozumienie funkcji dawnych strategii nie usuwa cierpienia, ale może otworzyć drogę do łagodniejszego spojrzenia na siebie.


Zdrowienie nie polega na naprawianiu siebie


Zdrowienie nie sprowadza się wyłącznie do redukowania objawów. Głębsza zmiana może zacząć się wtedy, gdy człowiek stopniowo przestaje postrzegać siebie wyłącznie przez pryzmat ran i rozumie, że doznana krzywda nie była dowodem jego wadliwości.

Nie oznacza to zaprzeczania temu, co się wydarzyło, ani umniejszania cierpienia. Oznacza oddzielenie własnej wartości od doświadczeń, za które człowiek nie ponosił odpowiedzialności. Wtedy wstyd może powoli tracić władzę, a w jego miejscu pojawiają się współczucie wobec własnej historii, łagodność wobec reakcji oraz przekonanie, że na prawo do miłości i szacunku nie trzeba zasługiwać.

Zdrowienie nie polega na naprawianiu „zepsutej” osoby. Polega między innymi na odkrywaniu, że strategie przetrwania były odpowiedzią na to, co się wydarzyło — a nie definicją tego, kim ta osoba jest.

Samo zrozumienie to dopiero początek

Możesz już wiedzieć, skąd wziął się Twój wstyd, dlaczego tak trudno Ci przyjmować dobre słowa i czemu wciąż próbujesz zasłużyć na miłość. Ale sama wiedza nie zawsze wystarcza, żeby przestać żyć według dawnych przekonań. Potrzebna jest jeszcze bezpieczna, uporządkowana praca, która pomaga oddzielić własną wartość od tego, czego doświadczyłaś lub doświadczyłeś.

Właśnie po to powstał e-book „Od przetrwania do życia”. W 6 kolejnych etapach i ćwiczeniach przeprowadzi Cię od rozpoznania reakcji przetrwania do odbudowywania kontaktu ze sobą, granic, poczucia bezpieczeństwa oraz sprawczości. Nie musisz robić wszystkiego naraz — możesz wracać do materiału we własnym tempie i zatrzymywać się tam, gdzie dziś najbardziej potrzebujesz wsparcia.

Chcę wyjść z trybu przetrwania — zobacz e-book „Od przetrwania do życia”.

Przeczytaj również

Jeśli wstyd, poczucie niewystarczalności i konieczność zasługiwania na miłość zostały w Tobie po relacji z matką, zobacz, jak ta rana może wyglądać w dorosłym życiu mężczyzny:

Jeśli natomiast nie czujesz już wstydu, smutku ani złości, tylko pustkę i odłączenie, ten tekst pomoże Ci zrozumieć, dlaczego psychika może ograniczać dostęp do emocji:


Joanna I I hear YOU


Komentarze


bottom of page