top of page

Pomijanie wstydu jako rdzenia traumy

  • Zdjęcie autora: Joanna * I hear YOU*
    Joanna * I hear YOU*
  • 12 cze
  • 4 minut(y) czytania

Kiedy mówi się o traumie, najczęściej uwaga kierowana jest na objawy, które łatwo zauważyć. Mówi się o lęku, nadmiernej czujności, trudnościach w relacjach, atakach paniki, bezsenności, wybuchach złości czy odrętwieniu emocjonalnym. To właśnie te doświadczenia skłaniają ludzi do szukania pomocy, ponieważ utrudniają codzienne funkcjonowanie i są źródłem realnego cierpienia.

Znacznie rzadziej mówi się jednak o czymś, co u wielu osób znajduje się pod wszystkimi tymi objawami niczym niewidoczny fundament. O wstydzie.

Nie chodzi tutaj o zwykły wstyd związany z popełnieniem błędu czy niezręczną sytuacją. Mowa o głębokim, chronicznym poczuciu, że coś jest nie tak nie z tym, co człowiek zrobił, ale z tym, kim jest. To doświadczenie, które nie brzmi: „popełniłam/em błąd”, lecz raczej: „jestem błędem”. Nie mówi: „zachowałam/em się niewłaściwie”, ale: „jestem niewłaściwa/y”.

To właśnie dlatego wiele osób przez lata pracuje nad swoimi objawami, uczą się regulacji emocji, budowania granic czy rozpoznawania wyzwalaczy, a mimo to nadal noszą w sobie trudne do uchwycenia przekonanie o własnej niewystarczalności. Mogą rozumieć swoją historię, znać mechanizmy traumy, a jednak w głębi siebie nadal czuć się gorsze od innych ludzi.

Jednym z powodów jest to, że wstyd pozostaje często niezauważony. Ukrywa się pod innymi doświadczeniami i przybiera różne formy. Może wyglądać jak perfekcjonizm, nadmierna odpowiedzialność, ciągła potrzeba udowadniania swojej wartości albo nieustanne porównywanie się do innych. Może przejawiać się jako lęk przed oceną, trudność z przyjmowaniem komplementów lub przekonanie, że miłość i akceptację trzeba sobie zasłużyć. W takich sytuacjach człowiek skupia się na zachowaniu, nie dostrzegając emocjonalnego rdzenia, który je napędza.

Źródła tego rodzaju wstydu bardzo często sięgają dzieciństwa. Dziecko nie przychodzi na świat z przekonaniem, że jest niewystarczające. Nie rodzi się z poczuciem, że jest problemem. Takie przekonania powstają w relacjach i rozwijają się wtedy, gdy środowisko, które powinno zapewniać bezpieczeństwo, staje się źródłem bólu, odrzucenia, chaosu lub emocjonalnej niedostępności.

Dla małego dziecka świat jest prosty. Nie potrafi ono spojrzeć na sytuację i pomyśleć: „moi opiekunowie mają własne nierozwiązane problemy”, „to nie jest moja odpowiedzialność” albo „nie zasługuję na takie traktowanie”. Dziecko jest całkowicie zależne od dorosłych i od jakości więzi z nimi zależy jego poczucie bezpieczeństwa. Kiedy więc doświadcza krzywdy, często dochodzi do wniosku, że to ono musi być przyczyną problemu.

To jeden z najbardziej bolesnych paradoksów traumy. Dziecko jest bardziej skłonne uwierzyć we własną wadliwość niż w to, że osoby, od których zależy jego przetrwanie, nie są w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa. W ten sposób powstają przekonania takie jak: „jestem za bardzo”, „jestem nieważna”, „jestem trudny”, „nie zasługuję na miłość”, „coś jest ze mną nie tak”.

Z biegiem lat te przekonania przestają być świadomymi myślami. Stają się sposobem patrzenia na siebie i świat. Człowiek nie mówi już codziennie do siebie, że jest niewystarczający. On po prostu tak się czuje. To poczucie staje się filtrem, przez który interpretuje swoje doświadczenia.

Komplement zostaje odrzucony lub umniejszony. Sukces wydaje się przypadkiem. Krytyka urasta do rozmiarów katastrofy. Odrzucenie potwierdza najgłębsze obawy o sobie samym. Nawet bliskość potrafi wywoływać niepokój, ponieważ pojawia się lęk, że druga osoba w końcu odkryje prawdę i odejdzie.

W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę i zauważyć coś niezwykle istotnego. Wiele osób po traumie traktuje swoje reakcje przetrwania jako dowód własnej wadliwości. Nie widzą ich jako mechanizmów ochronnych. Nadmierna czujność wydaje się im przesadą. Wycofanie oznaką słabości. Perfekcjonizm źródłem frustracji. Trudność w zaufaniu innym dowodem własnego uszkodzenia.

Tymczasem większość tych reakcji powstała po to, by chronić.

Nadmierna czujność miała pomagać przewidywać zagrożenie. Wycofanie miało zmniejszać ryzyko kolejnego zranienia. Perfekcjonizm miał chronić przed krytyką i odrzuceniem. Uległość miała zwiększać szanse na zachowanie relacji. Zamrożenie miało pomóc przetrwać sytuacje, w których walka lub ucieczka nie były możliwe.

To nie są dowody wadliwości. To ślady przetrwania.

Jedną z największych strat, jakie niesie trauma, jest właśnie zatarcie tej różnicy. Człowiek zaczyna postrzegać swoje strategie przetrwania jako dowód własnego zepsucia. Zamiast widzieć, jak bardzo próbował się chronić, widzi jedynie swoje trudności. Zamiast dostrzec siłę, która pozwoliła mu przetrwać, dostrzega wyłącznie cierpienie.

Dlatego zdrowienie nie polega wyłącznie na redukowaniu objawów. Nie sprowadza się do tego, by mniej się bać, mniej analizować albo lepiej radzić sobie ze stresem. Prawdziwie głęboka zmiana zaczyna się wtedy, gdy człowiek stopniowo przestaje postrzegać siebie przez pryzmat własnych ran.

Moment, w którym osoba po traumie zaczyna rozumieć, że problemem nigdy nie była ona sama, bywa jednym z najważniejszych doświadczeń w procesie zdrowienia. Nie oznacza to zaprzeczania temu, co się wydarzyło. Nie oznacza umniejszania cierpienia. Oznacza jedynie dostrzeżenie prawdy, która przez lata pozostawała ukryta pod warstwami lęku, bólu i samoobwiniania.

Prawda ta jest zaskakująco prosta.

To nie człowiek był problemem.

Problemem było to, czego doświadczył.

A kiedy ta perspektywa zaczyna powoli zapuszczać korzenie, wstyd stopniowo traci swoją władzę. W jego miejscu pojawia się coś, czego wiele osób po traumie nie znało przez długie lata – współczucie wobec własnej historii, łagodność wobec własnych reakcji i coraz głębsze przekonanie, że nie trzeba zasługiwać na prawo do istnienia, miłości i szacunku.

Bo zdrowienie nie polega na naprawianiu zepsutej osoby.

Zdrowienie polega na odkrywaniu, że ta osoba nigdy nie była zepsuta.


Joanna I I hear YOU


Komentarze


Masz pytania? Napisz do mnie

Jeśli masz pytania dotyczące materiałów, programu lub wsparcia online – napisz do mnie.
Odpowiadam tak szybko, jak to możliwe.

  • Facebook
  • Instagram

Joanna Kania

United Kingdom

contact@joannahearsyou.com

© 2026 I hear YOU by Joanna. Wszelkie prawa zastrzeżone.

bottom of page