top of page

Dlaczego zostaje, nawet gdy go to niszczy? Lękowe przywiązanie u mężczyzn



Kiedy mężczyzna zostaje w relacji, która wyraźnie go wyniszcza, otoczenie rzadko zastanawia się nad lękiem przed porzuceniem. Znacznie łatwiej uznać, że powinien wreszcie się zdecydować, postawić granicę, odzyskać szacunek do siebie albo przestać walczyć o kogoś, kto nie daje mu poczucia bezpieczeństwa. On sam również może patrzeć na siebie w podobny sposób, zwłaszcza jeśli przez większość życia budował obraz siebie jako człowieka samodzielnego, racjonalnego i zdolnego do poradzenia sobie nawet w trudnych sytuacjach.


Tym bardziej może nie rozumieć tego, co dzieje się z nim w chwili, kiedy możliwość rozstania staje się realna. Jeszcze dzień wcześniej był przekonany, że ma dość, potrafił nazwać rzeczy, których nie chce dłużej akceptować, i widział, jak dużo kosztuje go ta relacja. Kiedy jednak partnerka mówi, że być może rzeczywiście powinni się rozstać, wcześniejsza pewność zaczyna znikać, a zamiast ulgi pojawia się napięcie i silna potrzeba odzyskania kontaktu.


Właśnie w takich momentach lękowe przywiązanie u mężczyzn może ujawnić się najwyraźniej. Nie musi przy tym przypominać stereotypowego lęku przed porzuceniem, ponieważ u wielu mężczyzn strach przed utratą więzi zostaje ukryty pod zachowaniami, które z zewnątrz wyglądają jak determinacja, odpowiedzialność, kontrola albo potrzeba rozwiązania sytuacji.


Mężczyzna nie musi powiedzieć: „Boję się, że mnie zostawisz”


Lękowe przywiązanie kojarzymy najczęściej z osobą, która otwarcie domaga się kontaktu, potrzebuje wielu zapewnień i trudno znosi każdą zmianę w zachowaniu partnera. U mężczyzny ten sam mechanizm może być mniej oczywisty, szczególnie wtedy, kiedy od młodości uczył się, że bezradność, zależność emocjonalna i potrzeba wsparcia nie pasują do obrazu mężczyzny, który powinien radzić sobie sam.


Zamiast powiedzieć partnerce, że boi się jej utraty, może stać się drażliwy, gdy ona długo nie odpowiada, próbować natychmiast wyjaśnić napięcie albo analizować, dlaczego jej zachowanie różni się od tego sprzed kilku tygodni. Może zauważać najdrobniejsze zmiany w sposobie komunikacji i długo zastanawiać się, czy oznaczają one początek odsuwania się, chociaż sam nigdy nie nazwałby swojego stanu lękiem.


U części mężczyzn reakcja przybiera formę jeszcze silniejszego działania. Kiedy relacja zaczyna być niepewna, proponują rozwiązania, naprawiają konflikt, biorą na siebie dodatkową odpowiedzialność, obiecują zmianę albo próbują znaleźć konkretny sposób, który pozwoli odzyskać wcześniejszy układ. Jeżeli przez lata mężczyzna uczył się, że z trudnością należy sobie poradzić poprzez działanie, również zagrożenie relacji może potraktować jak zadanie do rozwiązania, dlatego jego lęk może przez długi czas wyglądać jak niezwykłe zaangażowanie w ratowanie związku.


Kiedy bycie potrzebnym zaczyna chronić przed odrzuceniem


Wiele mówi się o mężczyznach emocjonalnie niedostępnych, natomiast znacznie mniej o tych, którzy próbują zabezpieczać swoje miejsce w relacji poprzez bycie niezbędnymi. Taki mężczyzna nie musi wymagać ciągłych deklaracji uczuć; może zamiast tego budować własną pozycję poprzez odpowiedzialność, pomoc i przejmowanie kolejnych obowiązków, stopniowo stając się osobą, która organizuje codzienność, rozwiązuje trudności i bierze na siebie więcej, niż rzeczywiście musi.


Sama troska nie świadczy o lękowym przywiązaniu. Znaczenie zaczyna mieć dopiero to, co dzieje się wtedy, kiedy mężczyzna przestaje być potrzebny w takim stopniu jak wcześniej. Jeżeli większa niezależność partnerki budzi w nim nie tylko radość z jej samodzielności, lecz również niepokój związany z utratą własnej pozycji, może okazać się, że użyteczność stała się jednym ze sposobów zabezpieczania więzi.


W takim układzie wewnętrzna zasada może brzmieć mniej więcej tak: jeżeli jestem wystarczająco potrzebny, mam swoje miejsce, a jeśli mam swoje miejsce, trudniej będzie mnie zostawić. Rozstanie staje się wtedy czymś większym niż utrata partnerki, ponieważ wraz z relacją zagrożona zostaje część jego tożsamości jako człowieka, który wspierał, zabezpieczał i był potrzebny.


Lęk może zostać ukryty pod potrzebą kontroli


U innego mężczyzny mechanizm przywiązaniowy będzie widoczny przede wszystkim w trudnościach ze znoszeniem niepewności. Kiedy partnerka się oddala, potrzebuje wiedzieć, co się dzieje, dlaczego zachowuje się inaczej, czy zmieniły się jej uczucia i czy nadal chce być w związku. Im mniej ma informacji, tym intensywniej może próbować je zdobyć, ponieważ niewiedza pozostawia przestrzeń dla scenariusza, którego najbardziej się obawia.


Kontrola może wtedy dawać chwilowe poczucie bezpieczeństwa, bo jeśli wiadomo, co się dzieje, łatwiej przygotować się na to, co będzie dalej. Nie oznacza to, że zazdrość, sprawdzanie partnerki czy ograniczanie jej autonomii stają się przez to dopuszczalne; lęk przed odrzuceniem może pomóc wyjaśnić zachowanie, ale nie usprawiedliwia naruszania granic drugiej osoby.


Szczególna trudność pojawia się wtedy, kiedy mężczyzna przez większą część życia opierał swoje poczucie bezpieczeństwa na sprawczości. Potrafił działać, podejmować decyzje, rozwiązywać trudności i wpływać na rzeczywistość, natomiast relacja romantyczna stawia go przed sytuacją, w której wysiłek nie daje pełnej gwarancji wyniku. Można być dobrym partnerem i mimo tego zostać odrzuconym, a dla człowieka przyzwyczajonego do przekonania, że odpowiedni wysiłek powinien prowadzić do rozwiązania, taka bezradność może być niezwykle trudna do przyjęcia.


Dlaczego zaczyna walczyć najmocniej dopiero wtedy, kiedy grozi mu utrata?


W lękowym przywiązaniu największa mobilizacja może pojawić się gdy relacja staje się niepewna. Mężczyzna, który przez wiele miesięcy był zmęczony konfliktem, dystansem albo brakiem satysfakcji, może po informacji o rozstaniu nagle zacząć przeżywać więź znacznie intensywniej, ponieważ na pierwszy plan wychodzi możliwość utraty.


W takim momencie może zaproponować wspólną terapię, wyjazd, zmianę swoich zachowań albo po raz pierwszy zacząć mówić o uczuciach, o których wcześniej milczał. Może również znacznie wyraźniej przypominać sobie dobre momenty związku, podczas gdy rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały się nie do zaakceptowania, na chwilę tracą znaczenie.


Jeżeli partnerka decyduje się zostać, napięcie opada, a odzyskanie kontaktu może dawać niemal euforyczne poczucie spokoju. Tę ulgę łatwo pomylić z odpowiedzią na pytanie, czy relacja jest dobra, chociaż ulga po odzyskaniu więzi i bezpieczeństwo wewnątrz relacji nie są tym samym doświadczeniem. Można poczuć ogromny spokój dlatego, że partnerka przestała mówić o odejściu, i nadal pozostawać w związku, w którym na co dzień brakuje przewidywalności, wzajemności albo miejsca na własne potrzeby.


Mężczyzna może być niezwykle samodzielny wszędzie poza związkiem


To jedna z przyczyn, dla których lękowy styl przywiązania u mężczyzn bywa niedostrzegany. Mężczyzna może podejmować trudne decyzje w pracy, dobrze zarządzać pieniędzmi, prowadzić własną firmę, rozwiązywać problemy innych ludzi i być postrzegany jako ktoś wyjątkowo niezależny. Sam również może być przekonany, że nie jest osobą zależną emocjonalnie, ponieważ w większości obszarów życia rzeczywiście świetnie sobie radzi.


Dopiero relacja romantyczna odsłania miejsce, w którym jego samodzielność zaczyna działać inaczej. To właśnie tam pojawia się silna reakcja na dystans, trudność ze znoszeniem niepewności albo potrzeba odzyskania kontaktu za wszelką cenę. Styl przywiązania ujawnia się najmocniej w relacjach, które mają dla człowieka duże znaczenie emocjonalne, dlatego zawodowa sprawczość nie chroni automatycznie przed lękiem związanym z odrzuceniem.


Mężczyzna może więc być stanowczy wobec współpracowników, umieć zakończyć niekorzystną współpracę i nie mieć trudności z odmową w wielu sytuacjach, a jednocześnie miesiącami nie potrafić postawić granicy partnerce. W związku może przemilczać coś, żeby nie doprowadzić do kolejnego odsunięcia, łagodzić własne stanowisko albo szybciej przepraszać, ponieważ ważniejsze od rozstrzygnięcia sporu staje się przywrócenie kontaktu.


Partnerka może być jedyną osobą, przy której nie musi być „tym silnym”


Dla części mężczyzn partnerka staje się główną osobą, z którą dzielą swoją wrażliwość, lęki, wstyd i poczucie niepewności. Mogą mieć przyjaciół, znajomych i ludzi, z którymi spędzają czas, ale relacje te nie zawsze obejmują ten sam poziom emocjonalnego odsłonięcia, dlatego romantyczna więź zaczyna pełnić znacznie więcej funkcji niż sama bliskość partnerska.


Jeśli mężczyzna przez lata nie nauczył się rozmawiać z innymi ludźmi o tym, czego się boi, z czym sobie nie radzi albo kiedy czuje się niewystarczający, partnerka może stać się jedynym miejscem, w którym rzeczywiście pozwala sobie opuścić gardę. Wtedy utrata związku oznacza również utratę osoby, która znała jego część niewidoczną dla reszty świata, a także codziennej bliskości, dotyku i przestrzeni, w której nie zawsze musiał być tym, który wie, radzi sobie i kontroluje sytuację.


„Nie udało nam się” może zostać przeżyte jako „nie dałem rady”


Rozpad relacji może uderzać również w sposób, w jaki mężczyzna definiuje własną skuteczność. Jeżeli przez lata uważał, że należy rozwiązywać trudności, zapewniać bezpieczeństwo rodzinie, radzić sobie w kryzysach i naprawiać to, co nie działa, zakończenie związku może zostać odebrane jak osobista porażka, a nie wyłącznie decyzja dwojga ludzi, którzy nie potrafią już stworzyć dobrej relacji.


Wtedy może zacząć zastanawiać się, czego nie zrobił, w którym miejscu zawiódł, czy powinien bardziej się starać i czy istnieje jeszcze coś, co pozwoli odwrócić sytuację. Każda kolejna próba ratowania związku daje mu poczucie, że jeszcze nie musi przyznać, iż istnieje coś, czego nie jest w stanie naprawić, dlatego walka o miłość może być jednocześnie próbą uniknięcia doświadczenia bezsilności.


Odrzucenie może dotykać jego poczucia męskości


Lęk przed porzuceniem nie zawsze kończy się na myśli, że będzie tęsknił. Dla części mężczyzn znacznie bardziej bolesna może być interpretacja tego, co odejście partnerki mówi o nich samych. Mężczyzna może zacząć porównywać się z innymi, zastanawiać się, czy nie był wystarczająco atrakcyjny, zaradny, interesujący albo silny, a jeśli pojawia się nowy partner byłej kobiety, utrata związku może zostać przetłumaczona na konkurencję, którą w swoim odczuciu przegrał.


Wtedy odzyskanie partnerki oznaczałoby nie tylko odzyskanie relacji, ale również cofnięcie komunikatu, że ktoś inny został wybrany zamiast niego. Powrót może na chwilę przywrócić poczucie wartości, ponieważ znów jest ważny, potrzebny i wybrany. To właśnie tutaj przywiązanie może połączyć się ze wstydem tak mocno, że człowiek przestaje wyraźnie widzieć, czy walczy jeszcze o samą kobietę, czy także o własny obraz siebie.


Lękowe przywiązanie u mężczyzny nie jest „kobiecym zachowaniem w męskim ciele”


Mężczyźni również mogą mieć lękowy styl przywiązania, ale nie musi on wyglądać identycznie jak wzorzec najczęściej przedstawiany w popularnych treściach psychologicznych. Ten sam lęk może przejść przez filtr samowystarczalności, potrzeby działania, odpowiedzialności, kontroli, trudności z przyznaniem się do zależności i przekonania, że wartość mężczyzny wiąże się z tym, czy jest potrzebny i czy potrafi poradzić sobie z kryzysem.


Dlatego u jednego mężczyzny lęk będzie widoczny w potrzebie ciągłego upewniania się, u drugiego w przesadnym naprawianiu relacji, u kolejnego w kontroli, a jeszcze u innego w ogromnej trudności z zaakceptowaniem własnej bezradności. Nie każdy będzie doświadczał wszystkich tych mechanizmów, ale właśnie ich połączenie z męską socjalizacją sprawia, że lęk przed porzuceniem może długo pozostawać niewidoczny nawet dla samego mężczyzny.


Być może najważniejsze pytanie brzmi inaczej


Nie chodzi wyłącznie o pytanie, czy mężczyzna kocha swoją partnerkę. Może ją kochać i jednocześnie bać się samotności, może autentycznie chcieć ratować związek i równocześnie próbować chronić własne poczucie wartości, a także tęsknić za nią, nie radząc sobie z tym, kim staje się w obliczu jej odejścia. Miłość i lęk nie muszą się wzajemnie wykluczać, dlatego znacznie ważniejsze staje się rozpoznanie proporcji między nimi.


W pewnym momencie warto więc zapytać, co właściwie próbuje ochronić, kiedy tak mocno próbuje ochronić relację. Być może chodzi przede wszystkim o więź z konkretną kobietą, ale może wraz z nią próbować uratować poczucie bycia potrzebnym, przekonanie, że potrafi naprawić wszystko, obraz siebie jako dobrego partnera albo własną wartość, którą przez lata mierzył tym, czy ktoś go wybiera.


Celem nie jest nauczenie mężczyzny, że nie powinien nikogo potrzebować, ponieważ kolejna wersja samowystarczalności nie rozwiązuje lękowego przywiązania, tylko jeszcze skuteczniej je ukrywa. Znacznie ważniejsze jest budowanie sytuacji, w której bliskość nie wymaga rezygnowania z własnych granic, a wartość mężczyzny nie zależy od tego, czy potrafi zatrzymać przy sobie drugiego człowieka.


Dopiero wtedy może nadal kochać, tęsknić, przeżywać możliwość utraty i walczyć o coś, co uważa za ważne, ale jednocześnie potrafi zauważyć moment, w którym walka o więź zaczyna oznaczać coraz większą rezygnację z siebie. Pytanie „jak zrobić, żeby ona została?” zaczyna wtedy ustępować innemu: „kim ja staję się, próbując za wszelką cenę ją zatrzymać?”. Granica między zaangażowaniem a lękowym przywiązaniem nie zawsze przebiega w miejscu, w którym człowiek przestaje kochać; nieraz przebiega tam, gdzie przestaje zauważać, ile siebie oddaje po to, żeby nie zostać opuszczonym.


Przeczytaj również


Jeżeli chcesz lepiej zrozumieć, jak trudne doświadczenia mogą wpływać na męskie reakcje, przeczytaj także: Co trauma robi z męskim układem nerwowym?.


W kontekście samej bliskości i alarmu uruchamianego w relacji warto również przeczytać: Miłość po traumie: kiedy bliskość aktywuje alarm.


Jeżeli chcesz pracować z tym głębiej


Jeżeli rozpoznajesz u siebie reakcje związane z napięciem, brakiem bezpieczeństwa albo trudnością w pozostawaniu w kontakcie ze sobą w relacji, zobacz Platformę Praktyki Zdrowienia. To przestrzeń, do której kieruję również z innych artykułów dotyczących męskiego układu nerwowego i zdrowienia.


Joanna I I hear YOU

Komentarze


bottom of page