top of page

Dlaczego współczesny mężczyzna jest tak samotny?

3 lip
8 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 8 sie


Kiedy słyszymy słowo „samotność”, najczęściej wyobrażamy sobie człowieka mieszkającego samotnie, pozbawionego rodziny, przyjaciół i kontaktu z innymi ludźmi. Tymczasem współczesna samotność coraz rzadziej wygląda właśnie w ten sposób. Można mieć partnerkę, dzieci, pracę, setki znajomych w mediach społecznościowych i każdego dnia rozmawiać z dziesiątkami osób, a mimo to nosić w sobie głębokie przekonanie, że nikt tak naprawdę nie zna naszego wnętrza.

To właśnie dlatego warto odróżnić samotność fizyczną od samotności emocjonalnej. Pierwsza wiąże się z brakiem ludzi wokół, druga natomiast z brakiem doświadczenia bycia naprawdę rozumianym, wysłuchanym i bezpiecznie przyjętym przez drugiego człowieka. To rozróżnienie ma ogromne znaczenie, gdy zaczynamy mówić o mężczyznach. Nie chodzi o to, że nie potrzebują bliskości. Wielu z nich przez lata uczyło się jednak tę potrzebę ukrywać, aż z czasem zaczęli mieć trudność z rozpoznawaniem jej również u samych siebie.

Z zewnątrz mogą sprawiać wrażenie opanowanych, samodzielnych i odpornych na przeciwności losu. Pod tą warstwą może znajdować się jednak człowiek, który od dawna nie miał okazji powiedzieć nikomu, co naprawdę przeżywa. Męska samotność nie zawsze objawia się smutkiem. Może ukrywać się pod pracoholizmem, drażliwością, wycofaniem z relacji, zachowaniami nałogowymi czy przekonaniem, że ze wszystkim trzeba poradzić sobie samemu.


Samotność mężczyzny zaczyna się znacznie wcześniej, niż nam się wydaje


Historia tej samotności rzadko rozpoczyna się po rozwodzie czy w średnim wieku. Jej początki sięgają dzieciństwa, kiedy chłopiec dopiero uczy się rozumieć własne emocje i sprawdza, czy świat potrafi je bezpiecznie przyjąć.

Każde dziecko rodzi się z taką samą potrzebą bliskości. Chłopiec odczuwa lęk, smutek, bezradność i potrzebę przytulenia równie intensywnie jak dziewczynka. Różnica pojawia się dopiero wtedy, gdy otoczenie zaczyna wysyłać komunikaty dotyczące tego, jakie emocje wolno okazywać. W wielu domach chłopcy nadal słyszą, że powinni być twardzi, odporni i dzielni, a płacz jest oznaką słabości. Nawet jeśli takie słowa nie padają wprost, dziecko bardzo szybko uczy się obserwując reakcje dorosłych. Widzi, że za łzy otrzymuje zawstydzenie, za strach krytykę, a za potrzebę bliskości zachętę do większej samodzielności.

Dla rozwijającego się mózgu nie są to drobne epizody. To informacje o tym, jak funkcjonuje świat. Jeżeli dziecko wielokrotnie doświadcza, że okazywanie emocji prowadzi do utraty akceptacji, zaczyna traktować własną wrażliwość jako zagrożenie. Emocje nie znikają, lecz zostają schowane głęboko pod mechanizmami przetrwania. Organizm uczy się, że bezpieczniej jest je tłumić niż ujawniać.

W dorosłym życiu skutki tego procesu mogą być wyraźne. Wielu mężczyzn ma trudność z odpowiedzią na pozornie proste pytanie: „Co teraz czujesz?”. Nie dlatego, że mają mniej emocji, lecz dlatego, że przez lata ćwiczyli odcinanie od nich uwagi. Smutek, lęk i bezradność mogą być odczuwane przede wszystkim jako napięcie, bezsenność, drażliwość albo silna potrzeba działania. Ciało nadal reaguje, nawet jeśli człowiekowi trudno połączyć te reakcje z konkretnymi emocjami.

Psychologia traumy pokazuje, że tłumienie emocji nie jest oznaką siły, lecz strategią adaptacyjną. Dziecko zrobi wszystko, aby utrzymać więź z opiekunami, ponieważ od niej zależy jego przetrwanie. Jeżeli więc musi zrezygnować z części siebie, aby nadal być akceptowane, zrobi to bez wahania. Problem pojawia się wiele lat później, gdy strategia, która kiedyś chroniła, zaczyna utrudniać budowanie bliskich relacji. Trudno pokazać drugiemu człowiekowi coś, z czym samemu utraciło się kontakt.


Mężczyzna nie przestaje potrzebować bliskości. Uczy się jedynie, że nie powinien jej okazywać.


Jednym z najbardziej szkodliwych mitów dotyczących mężczyzn jest przekonanie, że z natury są mniej emocjonalni i mniej potrzebują więzi niż kobiety. Potrzeba bezpiecznej relacji jest podstawową potrzebą człowieka. Sposób jej okazywania może różnić się w zależności od wychowania, doświadczeń i norm społecznych, ale sama potrzeba bliskości nie znika tylko dlatego, że chłopca nauczono jej nie ujawniać.

Noworodek nie przeżywa dlatego, że jest silny. Przeżywa dlatego, że ktoś reaguje na jego płacz, bierze go na ręce i pomaga jego organizmowi wrócić do równowagi. Ta biologiczna zależność nie kończy się wraz z dzieciństwem. Dorosły człowiek nadal reguluje swój układ nerwowy poprzez bezpieczne relacje. Zmienia się jedynie forma tej regulacji. Zamiast rodzica pojawia się partnerka, przyjaciel, brat lub ktoś, przy kim można przestać udawać, że wszystko jest w porządku.

Wielu mężczyzn nigdy nie nauczyło się jednak budować takich relacji. Otrzymali za to bardzo dokładną instrukcję, jak radzić sobie samemu. Przez lata słyszeli, że prawdziwy mężczyzna nie narzeka, nie prosi o pomoc i nie obciąża innych swoimi problemami. Z czasem taki sposób funkcjonowania przestaje być świadomym wyborem i staje się automatycznym wzorcem.

Powstaje wewnętrzny konflikt. Organizm nadal potrzebuje bliskości, ale jednocześnie wysyła sygnał, że ujawnienie tej potrzeby może skończyć się odrzuceniem. W efekcie wielu mężczyzn nie mówi o swoich emocjach nie dlatego, że ich nie ma, lecz dlatego, że nauczyli się wyrażać je poprzez zachowania. Smutek zamienia się w milczenie, lęk w nadmierną kontrolę, bezradność w pracoholizm, a napięcie bardzo często znajduje ujście w złości, ponieważ to jedna z niewielu emocji, na którą społeczeństwo nadal daje mężczyznom przyzwolenie.

Dla otoczenia taki człowiek może wydawać się chłodny i zdystansowany. W rzeczywistości pod tą pozorną obojętnością znajduje się ogromna ilość niewypowiedzianych emocji. Nie został nauczony, jak je nazwać, jak o nich rozmawiać ani jak szukać wsparcia. Nauczył się jedynie je wytrzymywać.


Kiedy partnerka staje się jedynym bezpiecznym miejscem


Ta historia ma jeszcze jeden ważny rozdział. Wiele osób buduje kilka źródeł wsparcia emocjonalnego: rozmawia z przyjaciółmi, rodzeństwem, rodziną czy znajomymi z pracy. Część mężczyzn ma jednak znacznie węższą sieć relacji, w których może mówić o swoim wnętrzu. Wtedy partnerka stopniowo staje się nie tylko ukochaną osobą, lecz także jedynym powiernikiem i jedynym miejscem, w którym można zdjąć emocjonalną zbroję.

Wielu mężczyzn funkcjonuje inaczej. Ich świat emocjonalny z biegiem lat coraz bardziej koncentruje się wokół jednej osoby. Partnerka staje się jednocześnie ukochaną, najlepszym przyjacielem, powiernikiem i jedynym miejscem, w którym mogą zdjąć emocjonalną zbroję.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to oznaką wyjątkowej bliskości, jednak w rzeczywistości jest ogromnym obciążeniem dla związku. Żaden człowiek nie jest w stanie samodzielnie zaspokoić wszystkich potrzeb emocjonalnych drugiej osoby. Kiedy cała odpowiedzialność za poczucie bezpieczeństwa zostaje przeniesiona na jedną relację, związek przestaje być wyłącznie relacją miłosną. Staje się jedynym systemem regulacji emocjonalnej.

To właśnie dlatego rozstanie dla wielu mężczyzn okazuje się tak dramatycznym doświadczeniem. Nie tracą wyłącznie partnerki. Tracą jedyną osobę, przy której mogli być naprawdę sobą. Znika jedyny świadek ich codzienności, jedyny człowiek, któremu powierzali swoje lęki i jedyne miejsce, w którym napięcie choć na chwilę opadało.

W efekcie po zakończeniu związku wielu z nich doświadcza nie tylko żałoby po utraconej miłości, ale również całkowitego rozpadu własnego systemu bezpieczeństwa. Dopiero wtedy okazuje się, że poza partnerką nie ma nikogo, do kogo można zadzwonić i powiedzieć: „Nie wiem, jak sobie z tym poradzić”.


Samotność zmienia sposób funkcjonowania mózgu


Przez wiele lat samotność była postrzegana głównie jako trudne doświadczenie psychiczne. Dziś wiadomo, że długotrwałe poczucie izolacji może wiązać się również ze zmianami w poziomie stresu, jakości snu, zachowaniu i funkcjonowaniu organizmu. Brak bezpiecznych więzi może być odczytywany przez układ nerwowy jako sygnał mniejszego bezpieczeństwa, dlatego człowiek staje się bardziej czujny na możliwość odrzucenia lub zagrożenia.

Z perspektywy ewolucji ma to swoje uzasadnienie. Przez setki tysięcy lat ludzie żyli w niewielkich grupach, a oddzielenie od wspólnoty oznaczało znacznie mniejsze szanse na przeżycie. Samotny człowiek był bardziej narażony na głód, atak drapieżników czy brak pomocy w czasie choroby. Choć współczesny świat wygląda zupełnie inaczej, nasz mózg nadal korzysta z tych samych biologicznych mechanizmów. Nie ocenia, czy wokół nas znajdują się nowoczesne miasta i technologia. Sprawdza przede wszystkim, czy mamy bezpieczne więzi z innymi ludźmi.

Kiedy brakuje bezpiecznych więzi, organizm może częściej pozostawać w stanie zwiększonej czujności. Trudniej się wyciszyć, sen może się pogorszyć, a uwaga zaczyna szybciej wychwytywać oznaki odrzucenia. Osoba doświadczająca przewlekłej samotności może przez to stać się bardziej drażliwa, ostrożna i nieufna. Nie musi to być stała cecha charakteru, lecz sposób, w jaki układ nerwowy próbuje chronić człowieka przed kolejnym zranieniem.

Najbardziej podstępne jest jednak to, że samotność sama siebie napędza. Im dłużej trwa, tym trudniej ponownie zaufać ludziom. Mózg przestaje szukać okazji do budowania relacji, a zaczyna szukać dowodów potwierdzających, że inni i tak zawiodą, odrzucą lub nie zrozumieją. Neutralne zachowania bywają odbierane jako chłód, brak zainteresowania czy krytyka. Powstaje błędne koło – samotność zwiększa czujność, a czujność utrudnia tworzenie nowych więzi.


Trauma sprawia, że samotność staje się znajoma


To błędne koło może stawać się jeszcze silniejsze, gdy w historii człowieka pojawia się trauma relacyjna. Jeżeli w dzieciństwie bliskość wiązała się z krytyką, odrzuceniem, przemocą albo emocjonalną niedostępnością opiekunów, dorosły człowiek może czuć się bardziej swojsko w znanym dystansie niż w spokojnej, bezpiecznej relacji. Nie oznacza to, że świadomie wybiera cierpienie. Jego układ nerwowy może po prostu szybciej rozpoznawać i przewidywać wzorce, które zna z przeszłości.

To tłumaczy, dlaczego niektórzy mężczyźni wielokrotnie wchodzą w podobne związki, wybierając partnerki chłodne emocjonalnie, nieprzewidywalne lub niedostępne. Nie dzieje się tak dlatego, że świadomie pragną cierpienia. Ich układ nerwowy rozpoznaje taki sposób funkcjonowania jako znajomy, a to, co znajome, często wydaje się bezpieczniejsze od tego, czego nigdy wcześniej się nie doświadczyło.

Inni wybierają zupełnie odwrotną strategię. Po kilku bolesnych doświadczeniach całkowicie wycofują się z relacji. Dochodzą do przekonania, że samotność boli mniej niż kolejne rozczarowanie. W rzeczywistości nie uciekają przed miłością. Uciekają przed możliwością ponownego zranienia.

Trauma wpływa również na sposób, w jaki człowiek postrzega samego siebie. Wielu mężczyzn zaczyna wierzyć, że ich wartość zależy wyłącznie od tego, co potrafią zrobić dla innych. Czują się potrzebni, gdy rozwiązują problemy, zarabiają pieniądze, naprawiają, organizują i chronią. Natomiast kiedy sami potrzebują wsparcia, pojawia się wstyd. Zaczynają wierzyć, że stają się ciężarem. To jedno z najbardziej destrukcyjnych przekonań podtrzymujących samotność, ponieważ odbiera odwagę do proszenia o pomoc.


Kiedy aktywność staje się ucieczką od samotności


Nieprzypadkowo wielu mężczyzn radzi sobie z samotnością poprzez nieustanne działanie. Praca, kolejne projekty, obowiązki, treningi czy niekończące się remonty pozwalają utrzymać umysł w ciągłym ruchu. Z zewnątrz wygląda to jak ambicja i pracowitość, jednak dla części osób jest to również sposób na uniknięcie spotkania z własnymi emocjami.

Aktywność daje poczucie sprawczości i przewidywalności. Świat zawodowy często wydaje się prostszy niż świat relacji. W pracy wiadomo, czego się oczekuje, można osiągać cele i otrzymywać uznanie. Relacje są znacznie mniej przewidywalne. Nie da się ich kontrolować ani zaplanować. Dla człowieka, którego układ nerwowy od lat funkcjonuje w stanie podwyższonej czujności, praca staje się więc miejscem, w którym łatwiej odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

Podobną funkcję coraz częściej pełni technologia. Media społecznościowe, gry komputerowe czy niekończące się przeglądanie internetu dają iluzję kontaktu z ludźmi, ale nie zastępują prawdziwej więzi. Można spędzić wiele godzin online i nadal czuć się głęboko samotnym, ponieważ układ nerwowy nie potrzebuje wyłącznie obecności innych osób na ekranie. Potrzebuje autentycznego doświadczenia bycia zauważonym, wysłuchanym i przyjętym bez konieczności odgrywania jakiejkolwiek roli.

To właśnie dlatego współczesny mężczyzna może otaczać się ludźmi, odnosić sukcesy zawodowe i sprawiać wrażenie człowieka, który doskonale radzi sobie z życiem, a jednocześnie każdego dnia zmagać się z poczuciem głębokiej izolacji. Samotność nie wynika bowiem z liczby kontaktów, lecz z jakości relacji.

Jednym z najpoważniejszych skutków męskiego cierpienia przeżywanego w ukryciu może być sięganie po sposoby, które chwilowo znieczulają ból, lecz z czasem pogłębiają izolację. Alkohol, narkotyki, hazard, pornografia czy przymusowa praca nie rozwiązują samotności. Mogą na chwilę ograniczać kontakt z napięciem, jednocześnie oddalając człowieka od siebie i od innych. Dlatego tak ważne jest, aby trudności nie były bagatelizowane, a proszenie o profesjonalną pomoc nie było traktowane jako oznaka słabości.


Zakończenie


Największym problemem współczesnych mężczyzn nie jest to, że przestali odczuwać emocje. Jest nim to, że zbyt wielu z nich uwierzyło, iż muszą przeżywać je w samotności. Przez pokolenia uczono ich, że prawdziwy mężczyzna powinien być silny, samodzielny i niewzruszony, a proszenie o pomoc jest oznaką słabości. W rzeczywistości człowiek nie staje się silniejszy dlatego, że nauczy się cierpieć w ciszy. Staje się silniejszy wtedy, gdy ma relacje, w których nie musi niczego udowadniać.

Samotność mężczyzn nie jest więc wyłącznie indywidualnym problemem. Jest konsekwencją sposobu wychowania, społecznych oczekiwań i doświadczeń zapisanych w układzie nerwowym. Dobra wiadomość jest taka, że układ nerwowy potrafi się zmieniać. To, czego nauczył się w dzieciństwie, nie musi pozostać niezmienne do końca życia. Każda bezpieczna relacja, każda rozmowa, w której człowiek czuje się wysłuchany i akceptowany, stopniowo osłabia przekonanie, że bliskość oznacza zagrożenie.

Być może więc największym wyzwaniem naszych czasów nie jest nauczenie mężczyzn, jak mają być jeszcze silniejsi. Znacznie ważniejsze wydaje się stworzenie świata, w którym nie będą musieli ukrywać swojej wrażliwości, aby zasłużyć na szacunek. Świata, w którym będą mogli powiedzieć: „Jest mi trudno”, nie obawiając się, że zostaną ocenieni.

Bo człowiek – niezależnie od płci – nie został stworzony do życia w samotności. Został stworzony do relacji. I właśnie w bezpiecznej relacji układ nerwowy odzyskuje to, czego przez lata najbardziej mu brakowało – poczucie, że nie musi już walczyć o przetrwanie, ponieważ nie jest z tym wszystkim sam.


Przeczytaj również

Jeśli samotność zaczęła pełnić funkcję ochronną, przeczytaj: „Syndrom »wilka samotnika« – gdy samotność staje się mechanizmem obronnym”

Zobacz również, jak doświadczenia traumatyczne mogą wpływać na reakcje ciała i relacje: „Co trauma robi z męskim układem nerwowym?”


Joanna I I hear YOU

Komentarze


bottom of page