Samotność w zdrowieniu. Dlaczego im bardziej wracasz do siebie, tym mniej pasujesz do swojego starego życia
- Joanna * I hear YOU*

- 17 sie
- 7 minut(y) czytania

Jednym z najbardziej bolesnych etapów zdrowienia może być samotność. Nie ta oczywista, która pojawia się wtedy, kiedy naprawdę nie ma obok nikogo, ale znacznie trudniejsza do uchwycenia: ludzie nadal są, rodzina nadal istnieje, znajomi nadal piszą, można siedzieć przy tym samym stole i prowadzić te same rozmowy, a mimo to coraz wyraźniej czuć, że coś przestało pasować.
Na pewnym etapie zdrowienia można zauważyć, że rozmowy, które dawniej wydawały się normalne, zaczynają męczyć. Zachowania, które przez lata udawało się tłumaczyć, zaczynają uwierać. Coraz trudniej śmiać się z czegoś, co w rzeczywistości rani, zgadzać się dla świętego spokoju albo mówić „nic się nie stało”, kiedy właśnie coś się stało. I wtedy może wydarzyć się coś zupełnie sprzecznego z naszym wyobrażeniem o zdrowieniu: życie zaczyna stawać się bardziej własne, a jednocześnie przez pewien czas można czuć się w nim bardziej samotnie niż wcześniej.
Zdrowienie zmienia nie tylko Ciebie. Zmienia zasady Twoich relacji
Trauma nie pozostaje zamknięta wyłącznie we wspomnieniach. Może wpływać również na sposób, w jaki człowiek przeżywa bliskość, dystans, konflikt, odrzucenie, własne potrzeby i reakcje innych ludzi. Szczególnie wtedy, kiedy trudne doświadczenia wydarzały się w relacjach, przystosowanie do nich mogło stać się częścią sposobu funkcjonowania z ludźmi.
Być może przez lata trzeba było błyskawicznie rozpoznawać cudzy nastrój i dostosowywać do niego swoje zachowanie. Brać odpowiedzialność za atmosferę, próbować zapobiegać konfliktom, ustępować, zanim ktokolwiek zdążył poprosić, albo tłumaczyć czyjeś zachowanie nawet wtedy, kiedy samemu się cierpiało. Być może możliwość utraty relacji była tak trudna, że łatwiej było zrezygnować z własnej potrzeby niż zaryzykować czyjeś niezadowolenie.
Po latach takie zachowania łatwo pomylić z osobowością. Można myśleć: „taki/a już jestem”, „zawsze dbam o innych”, „nie lubię konfliktów”, „mam za miękkie serce”. Tymczasem część z tych zachowań mogła kiedyś pełnić funkcję ochronną. Człowiek uczy się przecież nie tylko tego, jak przetrwać fizyczne zagrożenie. Uczy się również, jak zachować więź, jak zmniejszyć ryzyko odrzucenia, jak przewidzieć reakcję drugiej osoby i co zrobić ze sobą, żeby relacja przetrwała.
Dlatego zdrowienie może zacząć zmieniać znacznie więcej niż samopoczucie. Zmienia sposób, w jaki jesteśmy z ludźmi. A kiedy przestajemy wykonywać zachowania, na których przez lata opierały się niektóre relacje, zmienia się cały układ.
Nie każda relacja znała Ciebie. Niektóre znały Twoje przystosowanie
To może być jedno z bardziej bolesnych odkryć tego procesu. Można znać kogoś kilkanaście albo kilkadziesiąt lat i dopiero podczas zdrowienia zobaczyć, że ta osoba doskonale znała naszą rolę, ale znacznie słabiej znała człowieka, który się pod nią znajdował.
Ktoś mógł znać tę wersję Ciebie, która nie protestowała, pierwsza przepraszała, ratowała sytuację, odbierała telefon niezależnie od własnego zmęczenia, brała na siebie więcej i rozumiała wszystkich, nawet kiedy nikt nie próbował zrozumieć jej. Jeżeli przez lata właśnie taki sposób funkcjonowania utrzymywał relację w równowadze, pojawienie się granic może tę równowagę naruszyć.
Zaczyna się bowiem pojawiać pytanie, którego wcześniej mogło w ogóle nie być: „Jak ja czuję się przy tym człowieku?”. Nie tylko: „Czy mnie lubi?”, „Czy się obrazi?”, „Czy mnie zostawi?”, „Co zrobić, żeby było dobrze?”, ale również: „Czy jest tu miejsce dla mnie? Czy mogę powiedzieć nie? Czy mogę mieć inne zdanie? Czy mogę czegoś potrzebować?”.
To niewielka zmiana językowa, ale ogromna zmiana psychologiczna. W centrum relacji zaczyna pojawiać się również własne doświadczenie.
Kiedy przestajesz pełnić dawną rolę, inni również muszą się do tego odnieść
W rodzinach, związkach i przyjaźniach z czasem powstają określone role. Jedna osoba łagodzi konflikty, druga przejmuje odpowiedzialność, ktoś zawsze wysłuchuje, ktoś nigdy się nie obraża, ktoś pierwszy dzwoni po kłótni, a ktoś jest tym człowiekiem, który „wszystko wytrzyma”.
Jeżeli przez wiele lat pełniło się jedną z takich funkcji, inni ludzie mogli się do niej przyzwyczaić. Dlatego zmiana nie odbywa się wyłącznie wewnątrz jednej osoby. Kiedy zaczynasz inaczej reagować, cały system relacji musi się do tego dostosować. I nie każdy zrobi to bez oporu.
Możesz wtedy usłyszeć: „Zmienił_ś się”, „Kiedyś można było z Tobą normalnie porozmawiać”, „Teraz wszystko Ci przeszkadza”. Takie komunikaty potrafią szczególnie mocno uderzać w osobę, która dopiero uczy się ufać własnym odczuciom, ponieważ mogą uruchamiać dawną wątpliwość: „A może rzeczywiście przesadzam?”.
Nie każda negatywna reakcja drugiego człowieka oznacza jednak, że robisz coś niewłaściwego. Jeżeli dotychczasowa równowaga relacji wymagała ciągłego ustępowania jednej strony, jej zmiana będzie dla całej relacji odczuwalna. Dopiero wtedy można zobaczyć coś niezwykle ważnego: czy więź potrafi przetrwać Twoją odrębność.
Zdrowienie może uruchomić żałobę po ludziach, którzy nadal żyją
O żałobie myślimy głównie w kontekście śmierci. Tymczasem podczas zdrowienia człowiek może przeżywać straty, których nie da się zobaczyć z zewnątrz. Można opłakiwać relację, która formalnie nadal istnieje, rodzica, do którego nadal można zadzwonić, albo rodzinę, z którą nadal spotykamy się przy świątecznym stole.
Nie opłakujemy wtedy fizycznej utraty człowieka. Opłakujemy coś znacznie bardziej nieuchwytnego: nadzieję na to, kim ten człowiek kiedyś się stanie.
Można zacząć rozumieć, że rodzic prawdopodobnie nigdy nie da takiego uznania, na jakie czekało się od dzieciństwa. Że partner lub partnerka nie stanie się emocjonalnie dostępny tylko dlatego, że jeszcze lepiej wyjaśnimy swoje potrzeby. Że w pewnej przyjaźni przez lata było miejsce przede wszystkim na problemy drugiej osoby. Można również opłakiwać własne wyobrażenie o tym, że jeżeli będziemy wystarczająco cierpliwi, dobrzy, pomocni i wyrozumiali, pewnego dnia otrzymamy relację, na którą tak długo czekaliśmy.
To szczególny rodzaj straty, ponieważ nie zawsze można powiedzieć: „to się skończyło”. Niekiedy kończy się jedynie nadzieja, że będzie wyglądało inaczej. I właśnie dlatego ten etap zdrowienia potrafi boleć tak mocno.
Najtrudniejszy może być okres pomiędzy starym a nowym życiem
Jest taki moment, w którym stare sposoby funkcjonowania przestają pasować, ale nowe nie zdążyły jeszcze stać się naturalne. Coraz lepiej rozpoznajesz, czego nie chcesz, natomiast dopiero uczysz się, czego potrzebujesz. Nie chcesz wracać do części dawnych relacji w ich starej formie, ale nie udało się jeszcze zbudować innych. Wiesz już, że nie chcesz płacić sobą za przynależność, ale samotność również boli.
To właśnie ten okres może być szczególnie dezorientujący. Człowiek może wtedy tęsknić nawet za relacją, w której nie było mu dobrze. Nie dlatego, że nagle zapomniał, co się wydarzyło, ale dlatego, że to, co znajome, daje poczucie przewidywalności. Przez lata znało się zasady tamtego świata. Wiadomo było, kiedy milczeć, kiedy ustąpić, jak rozpoznać napięcie, czego można się spodziewać i co zrobić, żeby odzyskać względny spokój.
Nowe relacje nie mają jeszcze instrukcji obsługi. Zdrowa bliskość może początkowo wydawać się dziwna, ponieważ nie wymaga zachowań, które wcześniej kojarzyły się z utrzymywaniem więzi. Spokój może zostać pomylony z brakiem zainteresowania, brak napięcia z brakiem chemii, a człowiek, który respektuje granice, może wydawać się bardziej obcy niż ktoś, przy kim natychmiast uruchamiają się doskonale znane mechanizmy.
I dlatego powrót do starego może kusić właśnie wtedy, kiedy zaczynamy od niego odchodzić. Nie dlatego, że stare było dobre, ale dlatego, że było znane.
Samotność nie oznacza, że zdrowienie zmierza w złą stronę
Warto jednak uważać, żeby nie romantyzować izolacji. Zdrowienie nie powinno prowadzić do przekonania, że dojrzały człowiek nikogo nie potrzebuje. Potrzeba więzi nie jest słabością, którą trzeba z siebie usunąć. Jesteśmy istotami społecznymi, a bezpieczne relacje mogą stać się jednym z doświadczeń pozwalających uczyć się innego rodzaju bliskości.
Zmiana nie musi więc polegać na przejściu od „potrzebuję ludzi” do „nie potrzebuję nikogo”. Jest znacznie subtelniejsza. Można przechodzić od relacji, w których trzeba zasługiwać na miejsce, do takich, w których można je po prostu zajmować. Od ciągłego odczytywania cudzych emocji do zauważania również własnych. Od lęku przed każdą różnicą zdań do doświadczenia, że bliskość może przetrwać konflikt. Od pytania „co zrobić, żeby mnie nie zostawili?” do pytania „czy przy tej osobie mogę pozostać sobą?”.
To zupełnie inny sposób budowania więzi. I nie da się nauczyć go wyłącznie poprzez zrozumienie teorii. Trzeba go stopniowo doświadczać.
Ten etap jest częścią większego procesu.
Możesz mieć mniej ludzi i jednocześnie więcej siebie
Na pewnym etapie można rzeczywiście zauważyć, że jest mniej rozmów, mniej zaproszeń albo mniej ochoty na uczestniczenie w relacjach, w których wcześniej spędzało się całe godziny. Nie oznacza to automatycznie, że każda utracona relacja była szkodliwa ani że każdą trudną więź należy zakończyć. Ludzie mogą się zmieniać, relacje można przebudowywać, a konflikt sam w sobie nie jest dowodem, że należy odejść.
Zmienia się jednak coś innego: coraz trudniej utrzymywać bliskość za cenę własnego znikania.
I być może właśnie dlatego samotność podczas zdrowienia jest tak szczególna. Kiedyś mogła oznaczać przede wszystkim: „nikt mnie nie wybrał”. Z czasem pojawia się pytanie, którego wcześniej można było sobie nie zadawać: „Czy ja nadal wybieram tę relację?”.
To moment, w którym człowiek przestaje oceniać swoją wartość wyłącznie przez liczbę ludzi, którzy zostali, a zaczyna przyglądać się jakości miejsca, jakie może zajmować przy drugim człowieku.
Jest taka część zdrowienia, o której mówi się za mało
Możesz nie być już osobą, którą byłeś lub byłaś, a jednocześnie jeszcze nie wiedzieć dokładnie, kim się stajesz. Możesz nie pasować do części dawnych rozmów, miejsc i układów, ale nie mieć jeszcze wokół siebie wszystkich ludzi, z którymi zbudujesz coś nowego. Możesz tęsknić za tym, do czego nie chcesz wracać, opłakiwać ludzi, którzy nadal żyją, czuć ulgę po zakończeniu relacji, a kilka godzin później cierpieć z powodu jej braku.
Te doświadczenia nie muszą sobie przeczyć. Zdrowienie nie zawsze wygląda jak coraz większa lekkość. Może oznaczać również konfrontację z tym, ile naszych dawnych więzi było splecionych ze sposobami, dzięki którym nauczyliśmy się przetrwać, należeć i zmniejszać ryzyko odrzucenia.
Dlatego być może najważniejsze pytanie na tym etapie nie brzmi: „Dlaczego zostało przy mnie tak mało ludzi?”. Warto zadać sobie trudniejsze: „Przy ilu z tych osób, które były przy mnie wcześniej, naprawdę mogłam lub mogłem być sobą?”.
Bo celem zdrowienia nie jest dotarcie do miejsca, w którym nikogo już nie potrzebujesz. Chodzi raczej o stopniową zmianę tego, kogo dopuszczasz blisko, jak wyglądasz w bliskości i jaką część siebie jesteś jeszcze w stanie oddać tylko po to, żeby ktoś został.
I być może właśnie wtedy samotność przestaje być wyłącznie pustym miejscem po starym życiu. Zaczyna być przestrzenią pomiędzy tym, jak kiedyś trzeba było budować relacje, żeby przetrwały, a tym, jak dopiero uczysz się je budować, żeby nie trzeba było w nich tracić siebie.
Jeżeli chcesz pracować dalej z tym, co po traumie pozostaje zapisane w reakcjach ciała, zobacz program „Powrót do siebie – Gdy Ciało Pamięta”. To 120-dniowy proces łączący wiedzę z ćwiczeniami, które prowadzą przez kolejne obszary zdrowienia.
Przeczytaj również
„Miłość po traumie: kiedy bliskość aktywuje alarm” — o tym, dlaczego bliskość po trudnych doświadczeniach może uruchamiać reakcję alarmową, nawet kiedy świadomie chcemy być blisko.
„Jak naprawdę wygląda zdrowienie po traumie” — o procesie zdrowienia, jego etapach i zmianach, które nie zawsze wyglądają jak szybka ulga.



Komentarze