Euforyczna dysocjacja: kiedy odłączenie od bólu zaczyna przypominać wolność
- Joanna * I hear YOU*

- 7 maj
- 4 minut(y) czytania

Jednym z najbardziej mylących i najmniej rozpoznawanych stanów związanych z traumą jest moment, w którym człowiek przestaje odczuwać cierpienie nie dlatego, że naprawdę odzyskał poczucie bezpieczeństwa, ale dlatego, że układ nerwowy ograniczył kontakt z przeciążeniem.
Dla wielu osób jest to doświadczenie niezwykle dezorientujące, ponieważ z zewnątrz może wyglądać jak poprawa zdrowia psychicznego, emocjonalna siła albo nawet głęboka transformacja wewnętrzna. Pojawia się lekkość, dziwny rodzaj spokoju, poczucie dystansu do problemów, a czasami również intensywna energia, ekscytacja lub przekonanie, że „w końcu wszystko puściło”. Człowiek może mieć wrażenie, że uwolnił się od lęku, emocjonalnego bólu i chaosu, który wcześniej wydawał się nie do zniesienia.
W rzeczywistości często układ nerwowy nadal znajduje się w stanie przeciążenia, ale zmienia sposób radzenia sobie z nim. Zamiast doświadczać bólu w sposób świadomy, zaczyna częściowo odłączać człowieka od kontaktu z własnymi emocjami, ciałem i wewnętrznym doświadczeniem. I właśnie dlatego euforyczna dysocjacja potrafi być tak trudna do rozpoznania. Nie przypomina klasycznego zamrożenia, które większość osób kojarzy z traumą. Nie wygląda jak smutek, pustka czy bezradność. Czasami wygląda wręcz jak przeciwieństwo cierpienia.
Żeby dobrze zrozumieć ten mechanizm, trzeba najpierw zrozumieć, czym właściwie jest dysocjacja. Z perspektywy neurobiologii to jeden z najbardziej pierwotnych mechanizmów ochronnych organizmu. Kiedy mózg i autonomiczny układ nerwowy uznają, że przeciążenie emocjonalne przekracza możliwości poradzenia sobie z nim, zaczynają ograniczać intensywność odczuwania. Dzieje się to automatycznie, poza świadomą kontrolą. Organizm nie analizuje wtedy sytuacji logicznie. Reaguje w sposób biologiczny, próbując zmniejszyć cierpienie i utrzymać system przy życiu.
Najczęściej dysocjacja kojarzy się z odrętwieniem, pustką, derealizacją, poczuciem nierealności świata albo emocjonalnym zamrożeniem. Wiele osób opisuje wtedy wrażenie życia „za szybą”, trudność z czuciem własnego ciała albo poczucie oddzielenia od rzeczywistości. Jednak układ nerwowy nie zawsze reaguje na przeciążenie poprzez całkowite wyłączenie energii. Czasami organizm wybiera bardziej „wysokoenergetyczną” formę odłączenia. Człowiek nadal funkcjonuje, działa, pracuje, rozwija się, podejmuje decyzje, ale jednocześnie pozostaje częściowo odcięty od głębszego kontaktu z własnym cierpieniem.
I właśnie tutaj pojawia się euforyczna dysocjacja. To stan, w którym emocjonalne odłączenie może przypominać wolność. Człowiek zaczyna odczuwać dziwną lekkość, brak lęku, nadmierny dystans do problemów, a czasami nawet poczucie niezwykłej jasności umysłu albo „wyższego zrozumienia”. Niektóre osoby mówią wtedy, że czują się ponad emocjami, ponad cierpieniem albo ponad ludzkimi ograniczeniami. Mogą mieć wrażenie, że nagle przestały potrzebować ludzi, odpoczynku, bliskości czy emocjonalnego wsparcia. Czasem pojawia się przekonanie, że w końcu osiągnęły „spokój”, choć w rzeczywistości organizm bardziej ograniczył dostęp do bólu, niż naprawdę odzyskał regulację.
To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ prawdziwa regulacja układu nerwowego nie odbiera zdolności odczuwania. Człowiek nadal doświadcza emocji, nadal potrafi czuć smutek, lęk, tęsknotę czy zmęczenie, ale jego organizm nie wpada już tak łatwo w skrajne przeciążenie. Pojawia się większa elastyczność emocjonalna, większy kontakt z ciałem i większa zdolność do pozostawania obecnym nawet wtedy, gdy emocje są trudne. Natomiast euforyczna dysocjacja działa odwrotnie. Zmniejsza kontakt z własnym wnętrzem, tworząc wrażenie niezwykłej lekkości i niewrażliwości.
Neurobiologia traumy pokazuje, że organizm może modulować dostęp do emocji podobnie jak podczas silnego zagrożenia fizycznego ogranicza odczuwanie bólu. W sytuacjach przeciążenia mózg zmienia sposób przetwarzania doznań, aktywności autonomicznego układu nerwowego oraz sygnałów płynących z ciała. Struktury odpowiedzialne za reakcje obronne, takie jak ciało migdałowate i układ limbiczny, działają wtedy przede wszystkim w logice przetrwania. Ich celem nie jest głęboki kontakt emocjonalny ani rozwój psychiczny, ale ograniczenie cierpienia i utrzymanie funkcjonowania organizmu.
Dlatego osoby znajdujące się w stanie euforycznej dysocjacji często mają trudność z zauważaniem własnego przeciążenia. Mogą ignorować sygnały zmęczenia, działać ponad siły, podejmować impulsywne decyzje, obsesyjnie pracować albo wchodzić w intensywne relacje bez świadomości własnych granic. Zdarza się również, że pojawia się silna potrzeba „transcendencji” — uciekania w rozwój duchowy, intensywne doświadczenia, obsesyjne poszukiwanie sensu albo przekonanie, że człowiek odkrył jakąś wyjątkową prawdę o rzeczywistości. I właśnie dlatego euforyczna dysocjacja bywa czasami mylona z przebudzeniem duchowym, hiperproduktywnością albo nagłym zdrowieniem psychicznym.
Współczesna kultura internetowa dodatkowo komplikuje ten obraz, ponieważ promuje emocjonalne odcinanie się jako oznakę siły i rozwoju. Narracje mówiące o „wznoszeniu się ponad emocje”, „niepotrzebowaniu nikogo”, „uwalnianiu się od przywiązania” albo „odcinaniu słabych emocji” mogą być szczególnie atrakcyjne dla przeciążonego układu nerwowego. Dla osoby po traumie brak bólu może wydawać się czymś niezwykle pożądanym. Problem polega na tym, że organizm nie zawsze odróżnia prawdziwe bezpieczeństwo od odłączenia.
I właśnie dlatego po okresach euforycznej dysocjacji często pojawia się gwałtowny crash organizmu. Układ nerwowy nie jest w stanie długo utrzymywać stanu częściowego odłączenia przy jednoczesnym wysokim pobudzeniu. W pewnym momencie wraca zmęczenie, lęk, pustka, przeciążenie emocjonalne albo głęboki shutdown. Dla wielu osób jest to moment ogromnego zagubienia, ponieważ wcześniej naprawdę wierzyły, że „już wyzdrowiały”.
Trauma często zaburza zdolność rozpoznawania własnych stanów wewnętrznych. Człowiek może przez lata mylić pobudzenie z energią, emocjonalne odłączenie z wolnością, brak czucia z siłą, a dysocjację ze spokojem. I być może właśnie dlatego zdrowienie z traumy jest procesem tak złożonym. Nie polega ono wyłącznie na tym, żeby przestać cierpieć.
Polega raczej na stopniowym odzyskiwaniu zdolności do bycia obecnym we własnym ciele, emocjach i relacjach bez konieczności znikania z samego siebie, kiedy doświadczenie staje się trudne.
Joanna I I hear YOU



Komentarze